Zeta

Dziś rano zmarła siostra mojej Babci.
Dwa wspomnienia, które pierwsze mi się nasunęły. Zabrała mnie kiedyś na stację kolejową na Dańdówce – mogłem z bliska pooglądać sobie lokomotywy:)
No i opieprzyła mnie kiedyś za ugniatanie kapusty na talerzu, której za cholerę nie chciałem jeść…
Spokojnej podróży, Ciociu.

jarmarczne rozważania

Pojechaliśmy wczoraj na olsztyński Jarmark „świąteczny”. Nie cierpię takich spędów, nie cierpię tłumu, korków, użerania się w imię tak zwanych atrakcji. Hałasu i iluminacji też nie cierpię, choć niektórzy nie mogą bez tego żyć, a jeszcze dochodzi do tego usprawiedliwienie w postaci dzieci. No ale skoro trzeba, bo coś tam i jeszcze raz coś tam…
IMG_20171216_163355
Na szczęście katorga ograniczyła się do dowiezienia rodzinki w okolice tej zadymy. Resztę jarmarku spędziłem na rozważaniach u Szwagra…
IMG_20171216_165225
Zdecydowanie milej rozważać różnice między prostym, bandycko-ochroniarskim Glockiem a wyczynowym SigSauerem, różnice między wersjami Colta 1911 oraz wyższością obalającej.45 nad dziurkującą 9ką.
A potem jeszcze wypaśne jakościowo kulinaria Szwagierki i powrót do domu. Jednym słowem tegoroczną wyprawę na olsztyński jarmark mogę uznać za wyjątkowo udaną:)

metro

Jakiś okołoświąteczny szał się zaczął. Jeszcze nie ma choinkowej pasji, ale centra handlowe są przygotowane na inwazję dzieciarni ryjącej w prezentach:
IMG_20171203_173010
W sumie dobrze, bo gawiedź się bawi, matki ze starszymi córkami eksplorują sklepy a ojcowie mają chwilę na wertowanie ogloszeń;)
Nadszedł dzień świąteczny inny niż wszystkie:
IMG_20171209_183809
Ostatnie chyba takie urodziny – bo obie Panie razem mają tyle samo lat co ja. Od przyszłego roku będą już coraz starsze;)
Nastał dzień kolejny z wyczekiwanych – górowski Jarmark. Przygotowania przed otwarciem nie odstraszyły potencjalnych kupujących…
IMG_20171214_093614
Nie ma to jak tłok – w kupie cieplej, a pogoda wyjątkowo obrzydliwa była.
Na tyle marna, że przedpołudnie spędziliśmy z Dziadkiem na udomawianiu baranka. Udało się bez większych sensacji, zwierzak stygnie. A w samo południe zbudowaliśmy z Dziadkiem tunel metra:
IMG_20171214_130756
Teraz można odpalać przedświąteczny po-ciąg dymny, żeby udomowione zwierzaki okadzić. Tunel został sprytnie zamaskowany:
IMG_20171214_134748
i czeka na klientów.
Zgarnęliśmy Najmłodszą i zawlekliśmy do muslimskiej szopki:
IMG_20171214_150603
No bo koza jako zwierzę symboliczne średnio się kojarzy z kulturą krystowierczą, ale to może i znak czasów – żony dla uchodźców trafiły do ciepłego sianka i zyskały sympatię całej gawiedzi, a JezusMaria wylądował na chodniku na wygwizdowie i ze smutną zazdrością patrzył na karmione smakołykami zwierzaki.
Tymczasem na stoiskach…
IMG_20171214_152439
Nasze Dziewczyny praktycznie wypstrykały się z towaru, pozostawiając lekki niedosyt u tych, co myśleli, że zdążą, a nie zdążyli. No sorry klienci, to nie Lidzbarg…;)
Zakończenie Jarmarku wypadło przy stole Burmistrzostwa, gdzie bezwstydnie pochłonąłem królujący pośród pośledniejszych potraw chleb czosnkowy:
IMG_20171214_170003
Potem już tylko odwieźć kozoidalne do domu ichniego, wrócić do swego i cieszyć się, że już po.
A dziś długo oczekiwany dzień dobroci dla samochodu.

Zima

Zima jakoś nie może do nas dotrzeć, chyba z powodu błota. Co prawda robiła już przymiarki, o takie:
zima
…ale na przymiarkach się skończyło. Zima zwykle kojarzy się z czymś ciepłym i milusim, jak na przykład misie. Dołączyliśmy się do zbiórki dla tych co nie mają:
dzien misia
Tak, wiem, dziwny jestem skoro Zima mi się z tym kojarzy;) Ale kojarzy mi się też z zasypanym wjazdem, trudnościami w komunikacji i tak dalej, bla bla bla. Czyli z koniecznością posiadania pojazdu, który może więcej. Zatęskniłem za Ładzianką, ale że nie spełnia obecnych wymagań paliwowych, trzeba było rozejrzeć się za czymś, co niekoniecznie jest legendą off road’u, bo są to pojazdy gdzie dzielność terenowa okupiona jest morzem pracy i pieniędzy, ale jest trochę lepszym SUVem za normalne pieniądze. Wynik tego równania jest nieco egzotyczny: nosorożec i dwa smoki w kapuście…
musso2
Zobaczymy, jak się będzie sprawował ten „terenowy Lanos” zwany zdrobniale Musiołkiem;)

błoto, błoto, błoto

Tego nie brakuje. Za to mnie brakuje błotołazu. Muszę coś z tym zrobić. Na przykład żeby szybko podjechać i zobaczyć, któż to taka przednią tratwę na Łabędzim posadowił:
IMG_20171113_114002
To przy okazji turystów wyszło. Wyszło też, że prąd się w Bobrowni skończył. Ale jak to u mnie bywa, wszystko się dzieje po coś. Na prądzie aż tak się nie znam, ale turyści się znają. Bo to elektrycerze zawodowi. Zostawiłem ich z problemem i pojechałem na drugi koniec Polszczy, dzieciakom paszporty załatwić i spędzić z nimi chwil kilka:
IMG_20171114_155200
Załatwiłem i wróciłem. Na czas, by Najmłodszą do szkoły wyprawić. Na popołudniowy odbiór zgłosiły się też koniowate:
IMG_20171116_144213
I tak się to życie w błocie toczy. Z przerywnikami typu integracyjnych zawodów w Ornecie, z których zdobycz na opicie nieuchronnie zbliżającego się błotołazu przywiozłem:
IMG_20171119_072659
Nie powiem, nastroiło mnie to do życia pozytywnie, podobnie jak rocznicowe suszi z Fraglesami:
IMG_20171119_140945
Miłe to tygodnia zwieńczenie, następny mam nadzieję, że będzie jeszcze lepszy. Czego Wam i sobie życzę:)

z poczucia obowiązku

bardziej niż z wewnętrznej potrzeby, trza coś napisać. No bo ani meteoryt nie walnął, ani rewolucji nie było, ani w lotto nie wygrałem. Dzieją się rzeczy mniejsze lub całkiem małe, taka zwyczajność. Jak na przykład zadekowanie ziemniaków tam, gdzie być powinny:
IMG_20171016_094322
Czyli w piwnicy. I w tej kwestii mam spokój. Podobnie jak Fraglesi ze stodołą na zimę. Zabiłem ją. Dechami:
IMG_20171018_140609
A Sąsiad to pewnie zabije kiedyś tych, co mu obiecali, że to zrobią. Pałą brzozową…
Barmistrz zorganizował imprezę kulturalną w domu o tejże nazwie:
IMG_20171019_115559
Co prawda rzemiosło to mi się kojarzy z czym innym, ale chcąc nie chcąc wzięliśmy w tym udział:
IMG_20171019_091553
Ku mojemu zdziwieniu impreza nawet się udała – cos tam się sprzedało, trochę dla nas zostało, trochę ludzi się poznało. Niemniej jednak mam takie odczucie, ze niektórzy co uciekli z miasta na wieś, siłą przyzwyczajenia powoli tą wieś w miasto przekształcają. Trzeba się chyba powoli rozglądać za jakimś nowym odludziem…
Na szczęście trochę dziczy jeszcze doświadczamy. Na przykład w postaci węża co mając za skroniami plamy żółte wypełzł był na jesienną ciepłość i poległ od bezdusznej cywilizacji:
IMG_20171016_122652
A potem zeżarł go Tajger, który uparcie co rano odprowadza Najmłodszą na przystanek.
Mniej uparcie pojawiają się na Jeziorze Łabędzim białe ptaki. W pierwszej chwili zdziwił mnie łabądek na drzewie siedzący, ale długość dzioba i manewrowość łabędziom po prostu niepasująca pozwoliła mi zidentyfikować legendarną białą czaplę:
IMG_20171017_163756
Musicie mi uwierzyć, że one czaple na tym zdjęciu są:)
A przedwczorajszego jakoś wieczoru Droppenhajmer zaczął cokolwiek bulgotać warkotem, jakby walkę jakąś toczył. Uzbroiłem się w latarkę i nie tylko i pobiegłem intruza poskromić, co by to nie było. A było to wielkości piłki, miało kolce, zwinęło się w kłębek i prawdopodobnie było mdłe i smakowało jak psina:
IMG_20171019_193621
No i przylazło z Erlenwaldu.
Rozjaśniło się. Idę więc do Pabu soli szukać.

i po ziemniakach…

… krowiszony znajdą coś dla siebie:
IMG_20171002_180323
Co prawda nasi zbieracze zawstydziliby dziki swoją skutecznością, ale trawy nie ruszyli. Niech zatem zwierzaki skończą.
A propos kończenia przez zwierzaki… Bobry chyba skończyły u mnie, a zaczęły u sąsiada:
IMG_20171002_181052
I piękne żeremie postawiły, ale za ciemno było na zdjęcia. I tamę, i w ogole rzeźnia straszna się tam szykuje. Żołędzia zdjąłem z na wpół upitolonego dębu, zasadzę, może coś da się ocalić. A może nie.